In fyrsta minning Vínlands Ragnarǫka

Pierwsze wspomnienie Winlandzkiego Ragnarok
Kosmaty Borek, 2025-09-27
Jeśli wszystkie końce Świata mają tak wyglądać jak ten, to bać się chyba nie ma czego.

Z Kroniki Draconii:

(…) Oto bowiem dokładnie rok mija, jak Ragnarok, co kulminację miał pod murami Helluborga który jak wszyscy wiedzą twierdzą i stolicą jest Winlandu, ostatecznie zakończył blisko ćwierćwiecze istnienia Midgardu. Przez ten czas odbyło się bitew kilkadziesiąt, trup słał się gęsto na polach i w lasach, niejeden zęby stracił, albo sławę zyskał, czasem od bohaterstwa w boju, ale czasem też z powodu innych zgoła uczynków. (…)

(…) Tyle tylko, że właśnie nie. (…)

(…) A zatem ogłoszoną została bitwa w pierwszą rocznicę zakończenia Midgardu, w dniu 27 września roku 2025. I ku zdziwieniu naszego Księcia, z jakiegoś powodu tajemniczego to jemu właśnie przypisuje się powszechnie autorstwo pomysłu tego. Ale czy to on wymyślił, czy też nie, znaczenia wielkiego nie ma. Ważne, że wyruszył był znów pod Helluborg Książę Wszebor, jakby nic się rok wcześniej nie wydarzyło, a z nim syn jego, młody książę Olgierd, Michał z Brochowa z żoną Jagą, Izbor z synem Franciszkiem, Dobromir, Borka, oraz Frączek i Milena. I inne poczty, i inni wojownicy również w to samo miejsce z całej okolicy zdążali. Bo Migdard może i umarł – ale lud w nim niegdyś zamieszkujący jak najbardziej żywy był, i dobrej bijatyki oraz uczty jak zwykle spragniony. (…)

(…) Helluborg (…) z roku na rok coraz mniej przypomina dumną warownię jaką był kiedyś. (…) póki co jeszcze resztki obwarowań chronią gród z dwóch stron, co się wielce w obronie przydało, jako że przyszło Draconii tym razem grodu bronić. I nieco niepocieszony był z tego powodu Michał z Brochowa, który to z jakiegoś powodu, który na razie nieznany mi jest, ale z pewnością się to zmieni, wielce pragnął Thorolfa na drugim końcu miecza swego umiejscowić, a tu się okazało że ramię w ramię z nim będzie musiał wałów bronić. (…) wieść o niechęci Draconii do Thorolfa dotarła, i strach w nim wielki wzbudziła, przez co po grodzie chodząc co i rusz się przez ramię oglądał, a przez to na ludzi wpadał, i więcej jeszcze ich denerwował. (…)

(…) Z pocztu Wszeborowego czterech się do walki przysposobiło wojowników, to jest sam Książę, ale i Michał, Izbor i Dobromir. Jaga natomiast, chytrze w męski strój przebrana, z łukiem i strzał naręczem nad jedną z bram przez napastników niezauważona się zasadziła. Reszta, i młodzież, pośród chat się skryła, na wynik starcia oczekując. Załoga wewnątrz grodu, co się z przedstawicieli wielu drużyn składała, Księcia Wszebora na dowódcę obrony naznaczyła, co w sumie dziwić nie powinno, bo nie było wokół nikogo kto by mu rangą lub doświadczeniem dorównywał. Przeto gdy zgodnie ze zwyczajem, dowódca armii napastników naszego dowódcę na rozmowy wywołał, poszedł Wszebor pod bramę z Dobromirem i Izborem, a Jaga na wszystko mając baczenie, pilnowała z góry czy jakiejś zdrady nikt nie szykuje.

Bełkotliwa była mowa, prawdę rzekłszy, wodza armii przeciwnej. Coś o zaległych podatkach rzekł, (…) o tym że ludzi przyprowadził, i że on tu zaraz, ho ho. I że te podatki znowu, i że ktoś mu już trzeci miesiąc nie płaci. I że on tu zaraz hrghhharhh ahh ugrhh. Ale szybko okazało się, że najwięcej w nim chęci było, by się do świń grodowych dobrać. (…) Wszebor nic sobie z jego przemowy nie zrobił. Rzekł, że co prawda gród do niego nie należy, ale tamten i tak go nie weźmie. Świń nie da, a na harce się nie zgadza. I jak tamten chce, to niech się do ataku od razu zabiera, bo czasu szkoda. Wojów zabrał Książę, do grodu wrócił, bramy zawarto, a armia pod wałami stojąca się wściekła, i od razu naprzód ruszyła.

Atak na dwie bramy naraz przypuszczono. Ale się srogo napastnicy zawiedli, bo pierwsze starcie było krótkie, treściwe, i ze wszech miar dla nich niepomyślne. Otóż że Jaga nad bramą siedzi z łukiem i strzał workiem, to się świnoluby zorientowały dopiero gdy czwarty z nich w trawę się walił, z drzewcem pierzastym z oka sterczącym. A to nie był koniec Jagi popisów. (…) Dzięki niej, i postawie obrońców w bramie, choć udało się wrogowi przejście do grodu otworzyć, to łomot tam zebrali, i w te pędy do pobliskiego lasu uciekli.

W tym samym czasie w drugiej bramie Michał z Brochowa, dwuręcznym toporem wywijając, w z tarczą na plecach, okrutnie przerzedzał napastników szeregi. Z boku jednego Wszebor go wspierał, Dobromir z drugiego, a ścisk był taki, że Izbor pomimo szczerych chęci do wroga dopchać się nie mógł. W dodatku i tu mieliśmy wsparcie solidnego łucznika, rodem z Czerwonego Wilka, który z taką siłą strzały wypuszczał, że te łamały się po wbiciu w ciała wrogów, popłoch dodatkowo w nich wzbudzając.

Że na pierwszej bramie sprawa została szybko rozstrzygnięta, a wróg pogoniony, przeto Ottar z Winlandu garść ludzi wziął, z grodu wybiegł, i od tyłu atakując stłoczonych wojów, szybko również temat rozstrzygnął. Kto z wrogów żył jeszcze, ten pierzchał.

Ale krótka była radość ze zwycięstwa, bowiem przeciwnik się przegrupował, podciągnął posiłki, i ponownie do szturmu się rzucił. Z podobnym efektem rzecz jasna. Tym razem wrogowie z większym impetem chcieli do grodu wejść, co jedynie taki efekt miało, że i Izbor wreszcie po kilku hełmach mieczem zadzwonił, a sami oni prędko padali pod ciosami z kilku stron naraz zadanymi. I tym razem obrona wytrzymała, a godnymi zapamiętania momentami był ten, gdy pod majestatem Wszebora zawaliły się schody na wieżę prowadzące, i ten, gdzie pan Michał wroga od tyłu zaszedł, chytrze przez tajne przejście w palisadzie się przeciskając, i znów ten swój topór straszliwy w ruch puścił, nie przestając zębami błyskać (…)

(…) co z wroga zostało, na łące przed grodem się ustawiło, i obelgi poczęło w stronę obrońców rzucać. Wzruszył więc Wszebor ramionami, i wojsko do ostatniego starcia na pole wyprowadził. Stanęły linie dwie naprzeciw siebie, a już po chwili, przyspieszając coraz bardziej, w swoją stronę ruszyły. I okazało się wtedy, że wróg, nawet gdy pokaleczony okrutnie, to dalej jeszcze kąsać potrafi, i starcie to nie zakończyło się wcale po myśli obrońców (…) i trzeba było szybko się do grodu wycofywać. Ale był to już ostatni wysiłek. (…) Spełniło się więc to co Wszebor na początku rzekł, że ani grodu, ani świń nie dostaną. Dux znowu był zwycięski.

Po wszystkim, wielką ucztę w grodzie wyprawiono. Od jadła uginały się stoły, a Winland wszystkich zaskoczył, światu pokazując tkaninę haftowaną, na wiele metrów długą, co o ich historii na podobieństwo opony z Bayeaux opowiada. (…)

Z uczty po cichu żeśmy się oddalili, żeby zamieszania nie robić, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi. Zupełnie normalne to było słońce, takie samo jak codziennie, i zupełnie normalny zachód jego – zaiste, gdybym nie wiedział że świat się rok wcześniej skończył, to bym nie poznał.

Co w oszołomieniu od ciosu w łeb otrzymanego spisywał
Kronikarz Draconii
Izbor