Kuńkowce, 2025-08-22/24
Z Kronik Księstwa Draconii:
(…) Oto poddany Księcia Wszebora, cudem po latach odzyskany Michał z Brochowa zapragnął był pojąć za swą prawowitą małżonkę wiedźmę Jagę, również z dracońskiego dworu, i w tym celu gości sprosił z bliska i daleka do miejscowości Kuńkowce, gdzie gród stoi na wzgórzu godzien majestatu Księcia, i rangi uroczystości. (…)
(…) Umyślił więc Książę Wszebor (…), że skoro Draconia (…) ma się w jednym miejscu zebrać na wesele, dobrze by było przy tej okazji również różne urzędowe sprawy pozałatwiać i Wiec ustanowić, a żeby z samymi zaślubinami rzecz nie kolidowała, tedy najlepiej dzień wcześniej. (…)
(…) Gród Kuńkowicki świetny jest, i zaiste, dobre miejsce Miś z Jagą na swe wesele wybrali. Na wzgórzu, górującym nad podgrodziem kasztel się tutaj wznosi, mocny i wysoki, z grubych pali drewnianych uczyniony, i trzema rzędami fortyfikacji otoczony. W kasztelu hala jest na dole, co się doskonale na różne uczty a uroczystości nadaje, a na górze kasztel ów wyposażony jest w piętro sypialne, co łatwo całą drużynę pomieścić może. (…)
(…) zaraz po przybyciu Dracończycy kasztel we władanie wzięli, sztandary Księcia i Księstwa nad bramą umieszczając. Również i pal rytualny, ponsem zwany, umieszczony został w miejscu odpowiednim, aby gdy przyjdzie czas Wiecu, rytuały odpowiednie wokół niego odprawić. (…) Książę zebrał wszystkich wokół ponsa, rytuały odprawił, pan Dejris prawa Draconii w gęstniejącym zmroku z wielkim trudem odczytał, i zaczął się ów Wiec (…) a gdy (…) się zakończył, a Książę ludem swym otoczony do kasztelu na ucztę się udał. (…)
(…) Hydromeli (…) szerokim strumieniam się lało, i piwo, i inne trunki, Izbor nawet dwie pieśni wykonał, stoły jak zwykle uginały się od jedzenia, i co chwilę do biesiadującej Draconii inni goście weselni dołączali, co w międzyczasie również zjeżdżać się poczęli. (…)
(…) Dzień następny leniwie się zaczął dla większości zgromadzonych, ale na pewno nie dla Państwa Młodych, którzy w wir organizacji się rzucili, ostatnie poprawiając rzeczy, i ostatnie przygotowania nadzorując. (…) Aż wreszcie uroczystość czas było zacząć. (…)
(…) Tłum gości na podgrodziu się kłębił, jedni pili, inni pustoszyli stoły suto jadłem zastawione, gdy Michał z Jagą na scenę z dech zbitą wstąpili, oboje w szatach prostych, a Jaga z wielkim wiankiem na głowie dodatkowo. Pozdrowili najpierw wszystkich, za przybycie podziękowali, i ogłosili, że zanim co się jeszcze weselnie wydarzy, najpierw igry różne, to jest turniej łuczniczy, a po nim turniej bojowy się odbędą. (…)
(…) Ku zaskoczeniu wszystkich, Sikor, co to potrafi normalnie szyć jak Mondzioł jaki wprost z końskiego grzbietu, i ziębę w locie dzioba pozbawić, tym razem pozbawiony ciepłoty kobylej i podrzutów pod zadkiem, strzały w niebo głównie słał, przeto zaraz się z turniejem w pierwszej rundzie pożegnał. Ale Dobromir wiele radości Dracończykom przyniósł, bo dobre piąte miejsce zajął, a że młody jeszcze, to jak się w przyszłości do łucznictwa przyłoży, może nawet jaki turniej kiedy wygra. (…)
(…) Zaraz po łuczniczych zmaganiach kolejnym był turniej walki, gdzie znowu Izbor jednym z sędziów został. A był to turniej nietypowy, bowiem na wzór starego Turnieju Róż z Kożuchowa ułożony, gdzie zarówno sprawność bojowa, wykazywana w walce do trafień pięciu, jak i ogólny wojownika urok, oceniany przez zgromadzone na scenie damy, pod uwagę były brane. (…)
(…) Ośmiu wojowników, w tym dwóch naszych, Dobromir i Miszko, w szranki stanęło. I zaraz też Dobromir się szybko przekonał, że nie wystarczy sprawności bojowej dokazać gdy damy patrzą. Ciężki bój stoczył, pojedynek swój o włos wygrał, lecz po głosowaniu dam okazało się że dogrywka potrzebna, a tę Panie sobie zażyczyły w tanecznej formie. No i tak po prawdzie to w tej konkurencji Dobromir poległ z kretesem (…) Zaraz po zakończeniu zmagań jeszcze się jakowaś inscenizacja czy inne teatrum odbyło (…) – nie trwało to jednak długo (…) gdyż czas było zaczynać najważniejszą część dnia. (…)
(…) Oto drużynnicy dracońscy włóczniami i tarczami zastawili wejście na most, a przed nimi zebrał się tłum gości, wraz z Michałem z Brochowa, któren był z wnętrza grodu wywołał Księcia Wszebora, i klękając przed nim, jak dobry lennik powinien przed swym panem, poprosił Księcia o łaskę, coby mu Książę z dworu swego własnego jedną smardkę Jagę oddał, bo łeb dla niej i serce Miś biedny stracił i za żonę brać ją pragnie, żeby razem mogli ich wspólny Kwietny Dwór budować. Książę po chwili namysłu łaskawie zgodę na to dał, jeno nie za darmo, bo za dukata. Okazało się że Michał przygotował się na takie Księcia warunki, jeno dukata na przechowanie Miszce dał, który się gdzieś zawieruszył, i nigdzie go znaleźć nie można było mimo wołania. Niektórzy nawet szemrać zaczęli, że może Miszka z dukatem z grodu uszedł. Zanim jednak sytuacja się zrobiła groźna, Miszko się odnalazł, Miś płynność finansową odzyskał, i dukatem dźwięcznie o most łupnął. Co jak warto podkreślić znaczy też, że smardkę tę Michał od Księcia wedle najstarszego zwyczaju Draconii odkupił, zaczem po zaślubinach do domu swego, to jest na dwór swój kwietny brać ją powinien.
Gdy handel się odbył, poszli wszyscy pospołu, goście i drużyna między wały, gdzie pons był uszykowany od wczorajszego wiecu, a gdzie w międzyczasie na wzorzystej tkaninie ktoś ułożył dodatkowe dla Bogów ofiary. (…) stanęli goście w półkolu wokół ponsa, i wszedł Żerca prowadząc Michała i Jagę, w odświętnych strojach czerwonych, i obrzędy zaczął odprawiać. Widać było że się na robocie swojej chłop zna, z zapałem bogów wymieniał, ziarnem sypał, miody lał, przysięgi kazał składać. Jak Młodym ręce związał, zaraz kazał sprawdzać czy węzeł mocny, ale że ani pewna babuszka z jednej, ani z drugiej strony Everet, również Światopełkiem przez niektórych zwany, rady węzłowi nie dali, przeto uznał że małżeństwo zawarte. Potem kołaczem dzielenie się było, osobliwie smacznym, a potem jeszcze baby Jagę porwały, a Michał ganiać je począł, i rodzice obojgu błogosławili, i w ogóle wszystko się odbyło tak, jak odbyć się powinno. Baby śpiewały, lud się cieszył, Rodzice się wzruszali – jak trzeba. Książę tylko nieco głową kręcił, widząc jak mu się kolejny drużynnik z własnej woli w niewolę pcha, i nawet szalony pomysł do głowy mu przyszedł aby w ostatniej chwili klin sformować, znienacka uderzyć, Michała porwać i dać mu jeszcze czas do namysłu, ale koniec końców ręką machnął.
A po wszystkim rozpalono wielkie ognisko na podgrodziu, i uczta weselna się rozpoczęła, która długo w noc trwała. A warto wiedzieć, że w liczne atrakcje obfitowała. Grały kapele aż dwie, to jest Lity Taler i Baba na Niedźwiedziu, a i maRuna, (której to Jaga, o czym wiedzieć warto, jest częścią), pieśni różnorakie podobnie jak i podczas samych zaślubin wykonywała. Jaga i Miś pierwszym tańcem pląsy otworzyli, i zaraz się od chętnych do wygibasów zakotłowało przy ognisku. Młódki szalały, a młodzieńcy starali się im dorównać, z różnym efektem. Michał porządku pilnował, a Jaga poszła w tan, tylko zafurczało.
O dziwo do fosy nikt nie wpadł, mimo że piwa jasnego i ciemnego się morze przelało, a i wino było, i piwo przez Różala uczynione własnoręcznie, i wino od Dobromira przezacne, i trunki insze dziwaczne. Sztukmistrzyni zacna, Dominika z krain dalekich i Jagi przyjaciółka od serca, pokaz tańca i akrobacji z ogniem dała, a potem sama płomieniami pluła przy ognisku ku przerażeniu i uciesze gawiedzi. Jeden nawet kuchcik, co to podobno kiedyś podobne sztuki wykonywać umiał, rozochocił się mocno i sam się za plucie ogniem zabrał, ale widać łgał jak pies, bo jedyne co osiągnął to tyle że mu się broda ogniem zajęła (…)
(…) Książę Wszebor i pan Dejris wedle upodobania swego z daleka zabawy i tańce oglądali, zaś Komornik Dziebor – ku wszystkich i swemu zdziwieniu – udowodnił że nie samą monetę brzęczącą ma w głowie, którą to głową naprzód się w wir zabawy rzucił, pląsał i śpiewał, dokazywał wielce i na instrumentach grał (…)
(…) Potem deszcz spadł, niewielki na szczęście, przed którym to biesiadnicy się do karczmy schronili, w której trunki jeszcze szerzej popłynęły tak, że grajkowie z kapeli zasypiali nie przestając na instrumentach swych grać. A gdy woda z nieba lać się przestała, Jaga postanowiła próby ognia przeprowadzić. Dziesięć łopat żaru z ogniska rozgarnęła w ścieżkę, po której trzewiki zdjąwszy, korowód tak samo rozzutych biesiadników poprowadziła, a nikomu krzywda się mimo gorąca nie stała i nawet stóp nikt nie sparzył, co ani chybi znakiem potęgi wiedźmiej było.
Gdy słońce wstawać już zaczęło, ułożyli się wszyscy do zasłużonego snu, umęczeni wydarzeniami, a i szczęśliwi, że(…) im (…) dane było na uczcie owej być, i wszystkie te cuda oglądać.

Co z wielkim zapałem zapisał na miejscu wszystko notując
Kronikarz Draconii
Izbor
