Czyli sprawozdanie zaległe, bo opisujące wydarzenia z początku lipca A.D. 2021.

Stało się raz, że król Bolesław, zwany Wielkim, dość już mając zarozumialstwa i mącenia sąsiada Jarosława, nie wiedzieć czemu zwanego Mądrym, zebrał wojsko i ruszył w pole aby rzeczonemu Jarosławowi tęgi spuścić łomot i raz na zawsze wybić mu ze łba wszelkie głupoty. A trzeba wszystkim wiedzieć że Bolesław osobliwie do naszego Pana Dejrisa jest podobny, i nigdy ich obu nikt jednocześnie nie widział, co różne plotki powoduje. Przedziwne, co się ludziom w głowach lęgnie…

Tak czy inaczej, w wyprawie owej również Książę Wszebor z drużyną udział wziął, jako że Bolesław Księcia wielkim darzy respektem, i powierza Draconii najchwalebniejsze zadania do wykonania gdy wspólnie na wyprawy wojenne wyruszają. Takoż i tym razem miała Draconia obóz królewski przygotować, i przy nim samym jako najbliższa straż pancerna stać, co wielkim jest honorem. 2 lipca, na dzień przed dniem świętego Tomasza Apostoła, w miejscowości Czumów nad Bugiem o rzut kamieniem od granicy z Rusią obóz Bolesławowy stanął, a wkrótce zwiadowcy donieśli że w niedalekiej okolicy również Jarosława tabory się rozkładają. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, iż bitwa jest nieuniknioną.

Lecz zanim do bitwy doszło, różne inne wydarzenia miały miejsce. Oto 3 lipca przed południem Bolesław manewry wojska przeprowadził, w tym forsowanie rzeki i szarże konnicy, które się wszystkim wyjątkowo udane wydały. Niejaki Cozac kronikarz aż cmokał z wrażenia, taki mu się król wydał dostojny i waleczny i na bieżąco uwieczniał co widział. Majestat bił od Bolesława z taką mocą, że aż oczy mrużyć trzeba było żeby nie oślepnąć.

Wieczorem odbyła się wielka uczta na ziemi niczyjej między zwaśnionymi obozami. Widok był to zaiste godny pieśni: oto w przeddzień bitwy, po dwóch stronach łąki, zasiadło na swoich tronach i w otoczeniu swoich ludzi dwóch władców, co to się mieli następnego dnia zetrzeć w boju śmiertelnym. A między nimi cudów dokonywali grajkowie, tłoczyła się służba i wojownicy, lało się piwo i miód – rzekłbyś: przyjaciele się spotkali. Poselstwa też chodziły od tronu do tronu, dary wymienione zostały, a i w bezkrwawych jeszcze zawodach woje z obu stron się mierzyli. W plebejskich tych rozrywkach ludzie Jarosława prym wiedli, ale nasi też dzielnie stawali. Na koniec w obozie Bolesława skaldowie się zmierzyli, gdzie przeciw Izborowi stanął niejaki Broda i przegrał, ale że godnie stawał i w nierównej walce to i jego nagroda nie minęła.

Dnia następnego wielka bitwa stoczoną została gdzie wedle sprawiedliwości dziejowej Jarosławowi woje smętny omłot odebrali. I wracał by Bolesław syty chwały z pola owego gdybyż nie to, że koń królewski przez knowania zdradzieckie marny i płochliwy w bitwie ustać nie umiał, ogłowie porwał, na ziemię w końcu padł wraz z jeźdźcem i król w otoczeniu pancernej drużyny dracońskiej pieszo bitwę zakończyć musiał. Chociaż miał Jarosław łuczników wielu to kawaleria i pancerni króla wpadli, co im było przykazane zrobili, i już niebawem pod niebo wzbił się dym z płonącego obozu Jarosława, a niedobitki jego armii i on sam w panice pierzchać poczęli. Ot, robota zrobiona.

Zdjęcie wykonane przez Andrzeja Romańskiego (https://www.facebook.com/andrzejromanskiphotography)

Jeszcze tego samego dnia obóz zwijać poczęto, i w powrotną drogę ruszać. I tylko pan Ciech nie może dnia tego do udanych zaliczyć. W bitwie złe go ominęło, ale zaraz po niej padł jakąś tajemniczą dolegliwością złożony, co trwało godzin kilka, aż wezwani cyrulicy jakieś remedium mu zadali, które jakoś pozwoliło do domu go dostarczyć, choć w kiepskim doprawdy stanie. Ale już mu lepiej.